After Brexit Support
After Brexit Support






English English    |   Polish Polish    |   Romanian Romanian    |   Russian Russian

Log in Register

Login to your account

Username *
Password *
Remember Me

Create an account

Fields marked with an asterisk (*) are required.
Name *
Username *
Password *
Verify password *
Email *
Verify email *

Pan Wacław przyszedł na świat w latach 20. w miejscowości Nowy Michalin nieopodal Baranowicz na Polesiu w rodzinie polskich osadników z Puław. Choć rodzice naszego sobotniego gościa byli przybyszami na te tereny, sama rodzina Szkodów jest związana z Polesiem od początku XVII wieku, o czym zaświadcza oficjalny dokument wydany przez Biuro Heraldyczne z Białegostoku. Ród Szkodów, herbu własnego otrzymał ziemie w Nowogródzkiem od króla Zygmunta III Wazy w 1600 r. Nasz gość jest więc przedstawicielem szlachty kresowej o ponad 400-letniej tradycji!

Mimo tak dobrego pochodzenia, rodzice p. Wacława ciężko pracowali, aby uprawiać nie zawsze urodzajną poleską glebę. Nie bacząc na trudy codziennego życia, wielodzietna rodzina Szkodów powoli budowała swoje miejsce na Ziemi, aż do tragicznego roku 1939. Najpierw latem umarła mama naszego gościa, która zostawiła pod opieką męża dwóch synów i cztery córki. We wrześniu nadciągnęła Armia Czerwona, a wraz z nią wszelkie możliwe zarazy tj. tyfus, od którego umarło wielu mieszkańców polskich Kresów, w tym małoletnia siostrzyczka p. Wacława. Niestety był to dopiero początek rodzinnej gehenny Szkodów. W lutym 1940 wraz z innymi Polakami z Kresów, Szkodowie zostali zapakowani do bydlęcego wagonu i wywiezieni na mroźne połacie Syberii. Żołnierze NKWD pozwolili wziąć im tylko najpotrzebniejsze rzeczy, ile kto mógł unieść na plecach wyłączając lampy naftowe, bo jak wiadomo powszechna elektryfikacja była (i chyba dalej jest) dumą naszych wschodnich sąsiadów. Wielotygodniowej tułaczki nie przeżyło wielu zesłańców, głównie najmłodszych i najstarszych Polaków wiezionych w nieludzkich warunkach. A polski charakter Polesia tak bogato opisywany przez Sergiusza Piaseckiego, czy Floriana Czarnyszewicza utracił na zawsze swój koloryt. Dość powiedzieć, że w miejscu Nowego Michalina, gdzie niegdyś tętniło życie kilkusetosobowej osady, są teraz puste chaszcze, bez nawet jednego zabudowania, jakie zapewne zastali pierwsi polscy osadnicy w XVI wieku, znane choćby z "Nad Niemnem". Na przestrzeni kilkuset lat nasi rodacy zamienili tę zarośniętą puszczę w cywilizowany, malowniczy zakątek Europy, który pod sowieckim butem wykonał cywilizacyjny skok w przepaść. Palono polskie księgi parafialne, kościoły i dwory zamieniano na magazyny i świetlice, a pomniejsze zabudowania zrównano z ziemią, a by zetrzeć wielowiekowy ślad polskości tych ziem. Taki los nie ominął też rodzinnej wsi p. Wacława, której dzisiaj już próżno szukać na mapach współczesnej Białorusi.

Tymczasem rodzina Szkodów musiała przystosować się do nowych warunków życia w sowieckim kołchozie na mroźnej północy. Nasz gość jako 14-letni chłopiec imał się różnych zajęć, aby pomóc ojcu w utrzymaniu rodziny. Chłonął otaczający go świat ucząc się różnych umiejętności, jakie miały mu się wkrótce przydać. Nieraz los wystawiał go na ciężkie próby. Jak wówczas gdy lokalny NKWD-ysta kazał przywieźć mu saniami przy 50-stopniowym mrozie dygnitarza z innego kołchozu. Na wspomnienia o mroźnej syberyjskiej nocy, podczas której bez mapy piętnastoletni Wacław w cienkiej kurtce, powożąc zaprzężone w konie sanie szukał celu swej misji, samym słuchaczom robiło się zimno. Wśród trosk kołchozowego życia, rodzinę Szkodów zastał rok 1941 i Pakt Sikorski-Majski, na mocy którego rodziny żołnierzy, którzy wstąpili do II Korpusu gen. Andersa objęła amnestia. Do polskiej armii wstąpił wówczas starszy brat p. Wacława – Adam, a rodzinę Szkodów czekała kolejna podróż bydlęcym wagonem, tym razem do miejscowości Frunze (obecnie stolica Kirgistanu Biszkek), znajdującej się w kirgiskiej republice sowieckiej. Ponurą ciekawostką tej podróży jest fakt, że za miejsca w tym osobliwym środku transportu zesłańcy musieli jeszcze zapłacić! Jednak i wówczas naszych rodaków nie opuszczała solidarność, o czym świadczy fakt zrzutki na biednego żydowskiego zesłańca, który nie miał funduszy, by pokryć podróż ku wolności. Ciekawa rzecz wobec słynnego polskiego antysemityzmu.

Życie na stepach Kirgizji również nie rozpieszczało naszych bohaterów. Dokuczający głód i ciężki klimat byli sprawcą wielu śmierci i chorób zesłańców, czekających na bramy wolności, które już wkrótce miały otworzyć się w brytyjskiej Persji. Choroba dopadła też najmłodszą latorośl rodziny Szkodów, siostrę p. Wacława, 5-letnią Krystynę. Mała Krysia została w szpitalu, gdy rodzina wraz z innymi Polakami musiała ruszać w dalszą drogę do Persji. Miała dojechać za parę dni. Nie przyjechała nigdy. Wraz z grupą polskich dzieci została w Związku Sowieckim i rozłączyła się z rodziną na zawsze. Pan Wacław nigdy stracił nadziei, że jego siostra przeżyła wojnę, choć kolejne próby poszukiwań zaginionej przez Czerwony Krzyż i inne organizacje nie przynosiły rezultatu. Mimo to brat gorąco wierzył w odnalezienie Krystyny. Dopiero na początku lat 60. przez znajomych w Polsce udało się nawiązać kontakt z dwudziestoparoletnią już wówczas Krystyną, która nadal mieszkała w Kirgistanie, wyszła za mąż i choć już nie umiała mówić po polsku, to pamiętała o swoich korzeniach. Całe życie dawano jej odczuć, że jest inna. Rodzina już wówczas mieszkająca w Anglii próbowała ją wydostać z ojczyzny światowego proletariatu. Świadectwem hańby brytyjskiej biurokracji jest zachowany do tej pory przez p. Wacława dokument odmawiający Krystynie wjazdu do UK. Pani Krystyna do dziś mieszka w Obwodzie penzeńskim (ros. Penzanskaya oblast’) Federacji Rosyjskiej, ponad 600 km na wschód od Moskwy. Ma już blisko 80 lat, kilka razy spotkała się z p. Wacławem, pierwszy raz w latach 60. w Polsce. Potem przyjeżdżała parokrotnie nad Wisłę i do Anglii, jednak nigdy już nie dane jej było na stałe opuścić Rosji i połączyć się z rodziną. Jak wyglądałoby jej życie, gdyby nie została wówczas w kirgiskim szpitalu?

Wspomniany wcześniej brat p. Wacława Adam ruszył wojennym szlakiem II Korpusu, by na polach bitewnych wojennej Europy walczyć z Niemcami, których nomen omen w rodzinnych stronach dzięki sowieckiej okupacji nawet nie zastał. Walczył w znaczących bitwach, w tym pod Monte Cassino, by potem jak wielu żołnierzy II Korpusu wyemigrować do Kanady, gdzie do dziś spoczywają jego prochy. Tymczasem Brytyjczycy z Teheranu w Persji wysyłali rodziny polskich żołnierzy do różnych obozów dla uchodźców w swym ówczesnym Imperium. Rodzina Szkodów trafiła do miasteczka Tengeru, ówczesnej angielskiej kolonii Tanganiki w Afryce, którą obecnie znamy jako Tanzanię. Tam p. Wacław do znajomości języków obcych, którymi już się posługiwał: rosyjskiego, kirgiskiego, perskiego i angielskiego dołożył dwa kolejne: suahili, w jakim rozmawiał z tubylcami, i włoski, w którym porozumiewał się z włoskimi jeńcami pracującymi wraz z nim. Bowiem od początku swego pobytu w Afryce p. Wacław wdał się w wir pracy. Konstrukcja i budowa hoteli, domów i innych budynków stanowiła jego chleb powszedni. Mimo młodego wieku był już nadzorcą murzyńskich pracowników i włoskich jeńców, z którymi współpraca układała mu się jak najlepiej. W wolnym czasie organizował wycieczki do dżungli. Podczas jednej z takich wycieczek poznał swoją późniejszą żonę p. Jadwigę, również kresowiankę rodem z Grodna, która pracowała w Afryce jako położna. Patrząc na młodych ludzi ze zdjęć, czy to ze ślubu państwa Szkodów, czy p. Jadwigi z koleżankami nad brzegiem jeziora trudno uwierzyć, że te fotografie uwieczniły ludzi sprzed blisko 80 laty w tak odległym od nas zakątku świata.

Wojna się skończyła. Jednak dla setek tysięcy kresowiaków rozrzuconych po całym świecie droga do Ojczyzny była zamknięta. Ziemie, na których mieszkali zostały wcielone do Związku Sowieckiego, a w Polsce Ludowej czekały ich szykany ze strony okupacyjnych sowieckich władz. Państwu Szkodom urodził się syn, a p. Wacław otrzymał propozycję kontynuowania edukacji na uniwersytecie w Johannesburgu, w Południowej Afryce. Jednak zmiana polityki emigracyjnej rządu brytyjskiego sprawiła, że musieli opuścić Czarny Ląd. Początkowo mieli ruszyć do Kanady, gdzie osiedlił się p. Adam. Jednak los nadal nie pozostawał dla nich łaskawy. W wyniku tragicznego wypadku w pracy brat p. Wacława stracił rękę i nie mógł pomóc rodzinie w osiedleniu się w Nowym Świecie. Jednym z ostatnich statków z polskimi tułaczami ruszyli w na północ by po kilkunastu dniach morskiej podróży przybyć do portu w Hull. Był deszczowy dzień lutego 1950 roku. Po równo 10 latach tułaczki po trzech kontynentach i wielu krajach, rodzina Szkodów przybyła do Anglii, by odnaleźć tu swój dom.

Od tego czasu minęło ponad pół wieku. Przez ten czas p. Wacław doczekał się jeszcze dwójki dzieci, wnuków i prawnuków. Pomagał organizować polską szkołę w West Midlands. Aktywnie włączał się w życie Polonii. Uczestniczył w marszu ponad 20 tysięcy Polaków prowadzonych przez gen. Andersa w Londynie, domagających się uwolnienia Polaków przebywających w sowieckich łagrach. Wspierał rodaków pozostających za Żelazną Kurtyną. Organizował pomoc dla opozycji antykomunistycznej oraz zwykłych obywateli PRL w stanie wojennym. Przez długi okres działał w Stronnictwie Narodowym, gromadzącym polskich patriotów na Wyspach. Brał udział w odsłonięciu Pomnika Katyńskiego w 1976 r. w Londynie. Jak większość polskich uchodźców na Wyspach po II wojnie światowej nie był witany z otwartymi ramionami. Trudności w znalezieniu pracy, zetknięcie z biurokracją, czy tęsknota za Polską nie ułatwiały egzystencji w na Wyspach. Mimo tych przeciwności losu p. Wacław wytrwał na emigracji, nie zapominając o kraju swego pochodzenia.

Mijały lata. Panu Wacławowi udało się odwiedzić kilkakrotnie Polskę, był też w swoich rodzinnych stronach, które obecnie znajdują się pod jurysdykcją białoruską. Dzieci naszego gościa rozjechały się po świecie, kilka lat temu zmarła jego żona. Wiódł więc samotny żywot na przedmieściach Birmingham. Pan Wacław piękną polszczyzną otwierał przed nami historię przedwojennego Polesia, by płynnie przejść do pierwszych miesięcy okupacji sowieckiej i obrazowo opisać realia wywózki na Syberię. Gdy swą opowieścią wkroczył w etap amnestii i podróży do Kirgistanu zrobił znaczącą pauzę, po czym stwierdził, że opowie o tym innym razem. Cierpienia tego najtrudniejszego jak powiedział etapu jego życia stanęły na nowo przed oczami, więc z szacunku dla naszego gościa nie naciskaliśmy, choć każdy był ciekaw kolejnej dawki tej interesującej historii. Następnie przeszliśmy do pokazu fotografii z domowego archiwum Pana Wacława i pytań do naszego gościa. Mimo słusznego wieku, prelegent cierpliwie odpowiadał na wszystkie pytania, a zgromadzeni mieli okazję usłyszeć o relacjach polsko-białoruskich przed II wojną światową, warunków życia na Syberii, czy realiach życia w Anglii lat 50.

Nasze spotkanie trwało ponad dwie godziny i zostało uwiecznione na filmie, w którym Pan Wacław Szkoda opowiada swoje przeżycia Tomaszowi Wisniewskiemu.

Dziękujemy serdecznie i zarazem życzymy Panu dużo zdrówka!

 

Cookies make it easier for us to provide you with our services. With the usage of our services you permit us to use cookies.
Ok